Wtorek, 19 Styczeń 2021

Krasnodębski: Brexit zmienia sytuację geopolityczną w Europie (wywiad)

12.01.2021, 08:07 Aktualizuj: 12.01.2021, 09:18
© European Union 2019 - Source : EP
© European Union 2019 - Source : EP

Wielką Brytanię będzie łączył z Unią Europejską układ, który umożliwia swobodny przepływ dóbr. Pozostanie powiązana gospodarczo z krajami UE innymi więzami w kwestii bezpieczeństwa. Ale wyjście Wielki Brytanii zmieni także sytuację geopolityczną w Europie - powiedział PAP europoseł PiS prof. Zdzisław Krasnodębski.

PAP: Od 1 stycznia Wielka Brytania na dobre rozstała się z Unią Europejską, jednak pod koniec 2020 r. stronom udało się zawrzeć umowę handlową. Podpisując dokument, premier Zjednoczonego Królestwa Boris Johnson podkreślał, że traktat nie jest końcem, ale "nowym początkiem wspaniałej relacji" między Wielką Brytanią a UE. Według pana to koniec starej Unii?

Prof. Zdzisław Krasnodębski: Oczywiście, w jakimś sensie tak. Po raz pierwszy jedno z państw - w dodatku tak znaczących, o silnej gospodarce - opuściło UE. Na pewno będzie to miało konsekwencje dla samej Unii. Wiemy, że Wielka Brytania odgrywała istotną rolę w zapewnieniu równowagi w polityce unijnej, np. osłabiając tendencje etatystyczne i broniąc wolnego rynku. Wiązało się to z jej tradycjami, kulturą polityczną, ale też interesami ekonomicznymi. Dlatego jej odejście wpłynie na to, co będzie się działo w Unii. Należy przy tym zastrzec, że to porozumienie na razie obowiązuje prowizorycznie. Musi się na nie jeszcze zgodzić Parlament Europejski.

Wynegocjowany traktat jest ogromnym sukcesem premiera Johnsona, którego media często krytykowały, określały mianem osoby niepoważnej. Tymczasem on nie tylko doprowadził Brexit do końca, ale też zawarł porozumienie bardzo korzystne dla Wielkiej Brytanii. Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej będzie łączył z UE układ, który umożliwia swobodny przepływ dóbr bez żadnych kwot, taryf. Pozostanie też powiązane gospodarczo z krajami unijnymi innymi więzami w kwestii polityki bezpieczeństwa. Ale sytuacja geopolityczna w Europie zmieni się zasadniczo - Wielka Brytania jest znacznie większym krajem niż państwa, które do tej pory pozostawały poza Unią, jak choćby Szwajcaria, Norwegia i Islandia. Trudno już będzie utożsamiać Unię z Europą.

PAP: A więc Johnson postąpił słusznie, nie starając się wydłużyć okresu przejściowego i procesu negocjacji z UE?

Z.K.: Pamiętamy fazę negocjacji poświęconą bardzo istotnej kwestii, a mianowicie statusowi Irlandii Północnej. Wydawało się wtedy, że na niej zakończą się wszystkie negocjacje, a jednak udało się tę kwestię rozwiązać. Moim zdaniem z punktu widzenia brytyjskiego – pomijając stanowisko tzw. twardych brexitowców – Wielka Brytania wynegocjowała bardzo dobrą umowę. Oczywiście, ona jest również z korzyścią dla UE, więc nie było sensu przedłużać negocjacji. Natomiast brak czasu na ratyfikację to kolejny dowód na to, że reguły w UE są naginane w zależności od potrzeb. Nam bardzo często zarzuca się naruszanie w Polsce zasad praworządności. Mnie się wydaje, że jest to po prostu kwestia interpretacji zapisów i że pewne różnice są dopuszczalne. Tymczasem przekonujemy się, że w UE niektóre reguły traktuje się zupełnie dowolnie.

Zmieni się kwestia przepływu osób, bo już nie będzie swobodny. Był to jednak jeden z postulatów brytyjskich, a przypominam, że na samym początku UE stała na stanowisku, że obowiązują te trzy wolności. Wielka Brytania odzyskała także możliwość zawierania układów handlowych na własną rękę, w pewnym sensie utrzymując dostęp do rynku europejskiego. Tym samym odzyskała znaczną część suwerenności, oddaną kiedyś Brukseli.

PAP: Nie wszyscy są zadowoleni z Brexitu. W Zjednoczonym Królestwie widać silne tendencje separatystyczne. Premier Szkocji i liderka Szkockiej Partii Narodowej Nicola Sturgeon postuluje referendum niepodległościowe i twierdzi, że Szkocja wkrótce wróci do UE. To miałoby realne znaczenie dla porządku europejskiego?

Z.K.: Przede wszystkim miałoby konsekwencje dla Anglii i Zjednoczonego Królestwa. Być może byłoby też zachętą dla innych separatyzmów, które nie są tak dobrze traktowane przez UE. Warto przypomnieć w tym miejscu przemilczany, ale bardzo trudny problem Katalonii. Carles Puigdemont, który jako premier Katalonii dążył do odłączenia jej od Hiszpanii, jest teraz eurodeputowanym. Jako europoseł ciągle wypowiada się na ten temat, a inny europoseł siedzi w hiszpańskim więzieniu. Takich separatyzmów jest w Europie więcej, dotyczą choćby Korsyki czy Sardynii. Stanowisko szkockie pokazuje, że niestety integracja europejska ma też konsekwencje niekoniecznie pozytywne dla państw narodowych i ustalonego porządku politycznego. A mianowicie wzmacnia tendencje separatystyczne. Miejmy nadzieję, że jeśli Brexit nie spowoduje głębszych perturbacji ekonomiczno-społecznych w Wielkiej Brytanii, to dążenia szkockie do oddzielenia się od Zjednoczonego Królestwa nie będą tak silne. Sądzę, że trudniej byłoby Szkocji wyjść ze Zjednoczonego Królestwa niż Zjednoczonemu Królestwu z UE.

PAP: Zatrzymajmy się na chwilę przy brexitowej umowie handlowej. Co ona zmienia dla Polaków jako obywateli UE?

Z.K.: Sądzę, że ta umowa jest korzystna również dla Polski, choć oczywiście Brexit spowoduje pewne utrudnienia, na przykład to, że jeżeli będzie się przybywało do Wielkiej Brytanii na dłuższy okres, potrzebne będą wizy. Już do tej pory Zjednoczone Królestwo miało wyjątkowy status, bo na granicy odbywała się kontrola dokumentów. Ale teraz będzie państwem trzecim, a więc przywileje związane z obywatelstwem unijnym już nie będą tam obowiązywały. Ta zmiana jest kluczowa nie tylko dla osób do tej pory swobodnie krążących między Wielką Brytanią a Polską, ale też dla Zjednoczonego Królestwa, które chce kontrolować przepływ osób i – jak każde suwerenne państwo – swoje granice. Inna ważna kwestia to wycofanie się Wielkiej Brytanii z programu wymiany studenckiej Erasmus+. Państwo pozostało jednak w programie naukowym Horyzont Europa. Studiowanie w Wielkiej Brytanii nie będzie dla Polaków możliwe w takim zakresie jak do tej pory. Przypomnę jednak brytyjska opinia publiczna postulowała, by zacieśnić współpracę w tym zakresie z krajami Commonwealth – w Indiach i gdzie indziej znajdą dostateczną ilość utalentowanej młodzieży.

PAP: Na ile zmieni się życie Polaków mieszkających w Zjednoczonym Królestwie?

Z.K.: Wielka Brytania wprowadziła dla takich osób możliwość rejestracji w systemie osiedleńczym, by zapewnić im prawa po Brexicie. Z tego, co wiem, zarejestrowało się ok. 700 tys. osób. Sądzę, że dla nich niewiele się zmieni, pomijając może atmosferę społeczną związaną z Brexitem. Wiem też, że spora część Polaków mieszkających z Wielkiej Brytanii zdecydowała się wrócić do kraju. Każdy musi podejmować decyzje zgodnie z tym, co uważa za stosowne. Jeżeli zaś chodzi o osoby, które dopiero planują wyjechać do pracy do Wielkiej Brytanii, będą one musiały podlegać wszystkim regulacjom brytyjskim, a więc zgodnie z aktualnym prawem starać się o pozwolenie na pracę. Oznacza to, że sytuacja, która miała miejsce po wstąpieniu Polski do UE – tj. masowe wyjazdy Polaków do Wielkiej Brytanii – już nie będzie miała miejsca.

PAP: Jak Brexit zmieni współpracę z Polską na różnych polach?

Z.K.: Tu właśnie widzę dużą szansę dla Polski. Niezwykle ciekawym pytaniem jest, jaką politykę przyjmie Zjednoczone Królestwo w stosunku do UE, czy będzie rozwijało ściślejszą współpracę z niektórymi państwami. Zawsze mówiliśmy, że Wielka Brytania jest naszym partnerem strategicznym. Chciałbym, żeby ta umowa przyczyniła się do rozwoju handlu między nią a Polską. Uważam, że jest bardzo duża szansa, żebyśmy stali się większym niż dotąd partnerem gospodarczym Wielkiej Brytanii. Oczywiście, również Zjednoczone Królestwo będzie musiało brać pod uwagę wymogi europejskie dotyczące produktów, jakie są wypuszczane na rynek.

Zmieni się sprawa wymiany usług, ale ten obszar UE również nie jest rynkiem całkowicie otwartym. Jeszcze nie wszystkie dokumenty zostały opublikowane, ale na pewno będą przedmiotem wnikliwej analizy specjalistów. Natomiast generalnie wymiana będzie swobodna, co być może umożliwi Wielkiej Brytanii rozwijanie w ramach ogólnej umowy z UE bardziej intensywnej wymiany handlowej z niektórymi partnerami. Mam nadzieję, że Brytyjczycy będąc poza UE, będą wspierać te kraje unijne, które mają podobne jak oni poglądy nt. współpracy międzynarodowej, wymiany handlowej, wspólnego rynku itd. Wydaje mi się, że obecna sytuacja umożliwi Brytyjczykom swobodę wyboru partnerów handlowych i politycznych w UE.

PAP: Przewodniczący Parlamentu Europejskiego David Sassoli zapowiedział, że teraz eurodeputowani przeanalizują treść umowy i na początku tego roku wydadzą decyzję w tej sprawie. Które kwestie zawarte w dokumencie mogą wymagać doprecyzowania?

Z.K.: Domyślam się, że nie wszyscy są z tej umowy zadowoleni. Przede wszystkim nie są z niej zadowoleni ci, którzy posługiwali się sloganowym powiedzeniem, że "będąc poza UE, Wielka Brytania nie może znaleźć się w lepszej sytuacji niż wtedy, gdy była jej członkiem". Wydaje mi się, że ci politycy - którzy mówili o "cherry-picking", wyjadaniu najlepszych kąsków - czyli krytycy procesu Brexitu chcący ukarać Wielką Brytanię za tę śmiałą decyzję polityczną mogą być rozczarowani. Niewykluczone, że pojawią się zastrzeżenia dotyczące poszczególnych zapisów tej umowy. Nie przypuszczam jednak, by zmiany okazały się tak fundamentalne, że mogłyby doprowadzić do tego, że PE nie będzie chciał ratyfikować tej umowy.

PAP: Sassoli podkreślał też, że PE będzie podmiotem odpowiedzialnym za tworzenie nowych więzi z Wielką Brytanią.

Z.K.: Nie spodziewam się niczego konstruktywnego od PE w tym składzie, w jakim jest od 2019 r. Niestety, PE stał się instytucją zdominowaną przez bardzo ideologiczne siły. Oczekuję teraz raczej dyskusji wokół tego traktatu i frustracji niektórych radykalnych posłów, niestety dominujących w wielu grupach politycznych. Tak jak w kwestii wieloletnich ram finansowych - gdzie PE w pewnych aspektach odegrał pozytywną rolę, a w innych nie, bo opóźnił całą procedurę – również tu obawiam się, że ta rola nie będzie specjalnie konstruktywna. Mam nadzieję, że będę się mylił. Więcej będziemy wiedzieli już po ocenie tego układu, który został zawarty pod koniec roku. Uważam, że ostatecznie on zostanie zaaprobowany i ratyfikowany. A co będzie dalej, trudno powiedzieć.

PAP: A zatem jak w pańskiej ocenie powinno przebiegać budowanie nowych relacji?

Z.K.: Z mojego punktu widzenia kluczowe jest, jak Zjednoczone Królestwo będzie rozwijało relacje z poszczególnymi krajami członkowskimi UE i jak będzie reagowało na niektóre tendencje. Dotychczas Wielka Brytania bardzo się starała, żeby na kontynencie europejskim panowała równowaga checks and balances. Bardzo interesuje mnie, czy wykorzystując swoją rolę w NATO, Wielka Brytania będzie angażowała się w procesy na kontynencie w taki sposób, by zapobiegać nierównowadze politycznej i gospodarczej, niestabilności. Zwłaszcza że oczekujemy przemian politycznych w różnych krajach. Odbędą się wkrótce wybory w Holandii i w Niemczech. Ważne, żeby UE nie stała się scentralizowanym superpaństwem, w którym niektóre kraje będą musiały pożegnać się ze swoją suwerennością, bo zostanie ona ograniczona do tego stopnia, że stracą de facto status podmiotów polityki. Inne interesujące pytania brzmią, jak teraz odnajdzie się Wielka Brytania w porządku globalnym i czy uda jej się zawrzeć dobry układ ze Stanami Zjednoczonymi.

PAP: Kto zapłaci wyższą cenę za Brexit?

Z.K.: Nie wiem, czy ktokolwiek będzie płacił wyższą cenę, bo nie oceniam Brexitu jako czegoś negatywnego. Gdy Donald Trump zostawał prezydentem USA., prognozowano, że nastąpi katastrofa gospodarcza i nic takiego się nie wydarzyło, dopiero pandemia doprowadziła do porażki Trumpa. Teraz także nie będzie żadnej katastrofy. Brytyjczycy skutecznie osiągnęli swój cel. Natomiast jeśli chodzi o UE, to z punktu widzenia osób dążących do jej centralizacji odszedł kraj, który im w tym przeszkadzał, hamował zbyt radykalne procesy integracyjne. Być może oni upatrują w tym odejściu szansę wzmacniania swojej dominacji w Unii.

Natomiast kto może na Brexicie stracić? Te państwa i siły polityczne, które ciągle myślą o Europie jako konfederacji, wspólnocie państw członkowskich i te, które – mam tu na myśli także Polskę – chcą pełnić w ramach wspólnoty rolę podmiotową, a nie podporządkowaną dwóm największym państwom UE.  Ale wszystko zależy od rozwoju sytuacji. Stanowi ona także szansę, ale może być źródłem zagrożenia, zwłaszcza dla takich krajów jak Polska, średniej wielkości, które nie są bardzo silne gospodarczo, ale chciałyby odgrywać w UE znaczącą rolę. Gdyby tendencje centralistyczne zaczęły przeważać, ta rola może zostać ograniczona. Niestety te tendencje się wzmacniają. Tzw. mechanizm praworządności nie służy niczemu innemu tylko ograniczeniu naszej podmiotowości politycznej. To, co będzie się działo w Europie zależy także od tego, jak aktywna będzie w tym względzie polityka brytyjska. Brytyjczycy powtarzali: "opuszczamy Unię, ale nie Europę". Zobaczymy, czy tak rzeczywiście będzie, czy ich zainteresowania nie przeniosą się na zupełnie inne obszary geograficzne, a sprawy europejskie nie będą miały dla nich drugorzędnego już tylko znaczenia.

Rozmawiała Daria Porycka (PAP)

dap/ kic/

 

PLIKI COOKIES

Ta strona korzysta z plików cookie. Sprawdź naszą politykę prywatności, żeby dowiedzieć się więcej.